Ile naprawdę kosztuje odkładanie emerytury na później
Odkładanie decyzji o oszczędzaniu na emeryturę rzadko wygląda jak świadomy wybór. Zwykle to seria drobnych odroczeń: poczekam do podwyżki, poczekam aż spłacę kredyt, poczekam aż sytuacja się uspokoi. Problem w tym, że każdy rok zwłoki ma wymierny koszt, który można policzyć na kartce. Wystarczy znać trzy liczby: kwotę miesięcznej wpłaty, oczekiwaną stopę zwrotu i horyzont czasowy.
Zacznijmy od prostego rachunku. Załóżmy, że odkładasz 500 zł miesięcznie i liczysz na realny zwrot rzędu 4 proc. rocznie. Jeśli zaczniesz w wieku 25 lat, do 65. roku życia wpłacisz 240 tys. zł, ale dzięki procentowi składanemu zgromadzisz około 590 tys. zł. Jeśli przesuniesz start o 10 lat, wpłacisz 180 tys. zł, a końcowa kwota spadnie do około 350 tys. zł. Różnica 240 tys. zł nie bierze się z mniejszych wpłat, lecz z lat, w których kapitał nie pracował. Warto prześledzić takie symulacje na własnych liczbach, a pomocne wskazówki, jak zacząć, znajdziesz w materiale fincrea.pl o oszczędzaniu na emeryturę — bez tego kroku łatwo przeszacować własne możliwości.
Drugi koszt jest mniej widoczny, bo rozłożony w czasie. Odkładanie na później oznacza, że przez pierwsze lata emerytury musisz utrzymać się z niższych wypłat albo dłużej pracować. Każdy odłożony rok to wyższa wymagana stopa oszczędności w kolejnych latach — z 500 zł robi się 800 zł, a potem 1200 zł, żeby dogonić pierwotny scenariusz. To presja, która pojawia się dokładnie wtedy, gdy dochody zaczynają spadać, a wydatki rosnąć.
Wniosek jest prosty: najdroższym elementem planu emerytalnego jest czas, którego nie da się kupić. Nie chodzi o to, by odkładać dużo od razu, ale by zacząć i utrzymać regularność. Nawet niewielka kwota wpłacana co miesiąc przez 30 lat bije większą kwotę wpłacaną przez 10 lat. Warto policzyć to samodzielnie, bo dopiero własne liczby przekonują skuteczniej niż ogólne zalecenia.